Bal na zdartej płycie



Powrót do bloga


22 września 2010 r.



Ze świecą w ręku szukać można dzisiaj miejsc w Nowym Sączu, gdzie przeciętny przechodzień narażony jest na postradanie uzębienia wskutek kontaktu z połamanymi płytami chodnikowymi i wykoślawionymi krawężnikami. Pamiętam konferencje prasowe, w nie tak odległym przecież czasie - jakieś pięć, sześć lat wstecz, gdy wciąż jak mantrę powtarzano pytanie - kiedy w Nowym Sączu ruszy naprawa chodników. Owszem jakieś tam wymiany były, ale tylko sporadyczne i w uprzywilejowanych miejscach. Nawet krążyły po mieście dowcipy, gdzie mówiono, że jeśli chcesz mieć na osiedlu, koło domu naprawiony chodnik, to namów sąsiada na kandydowanie do rady miasta. Jeszcze do niedawna w wachlarzu działań kandydatów na radnych jednym z głównych priorytetów było naprawianie chodników w roku wyborczym.

Tak więc naprawiano - dziesięć metrów, pięćdziesiąt, w najlepszym przypadku sto. Dzisiaj niejeden kandydat wpada w przerażenie i panikę, bo gdzie nie spojrzeć - nowe, kolorowe, równiutkie jak stół spacerniki. Niewątpliwie do nowej jakości konsekwentnie wprowadzanej w Nowym Sączu przez ostatnie cztery lata można zaliczyć zmianę stanu rzeczy, gdzie większość miejskich chodników jest wyremontowana, schludna i wygodna dla użytkownika. Pamiętam, gdy do niedawna pytano - ile wytrzyma nawierzchnia na Alejach Wolności? Dziura na dziurze, garb na garbie. Jeszcze przed kilkoma laty można było spotkać wiosną takie specyficzne samochody służb drogowych z rękawem, z którego sypał się czarny granulat zasypujący dziury w asfalcie. Sądeczanie złościli się i drwili, że z tak obsmarkiwanych dziur w ulicach ów granulat samochody wybiorą kołami w godzinę. Dziś Aleje Wolności są równe jak stół. Podobnie wiele ulic w mieście - Batorego, Jagiellońska, Bulwar Narwiku, Tarnowska, za chwilę także Królowej Jadwigi - że nie wspomnę o pomniejszych.

Wkurza mnie ciągłe zrzędzenie malkontentów, ponieważ jeśli już ktoś nastawi się na gderanie, to nawet podgrzewane ulice w mieście nic by tutaj nie wskórały. Zastanawiam się jednak nad czymś innym. Jeśli naprawiono większość zużytych chodników, jeśli możliwe były remonty większości sądeckich ulic, jeśli dało się przywrócić blask sądeckiej starówce, gdzie jeszcze przed pięcioma laty farba z kamienic odpadała płatami, to dlaczego u licha przeciąga się sprawa budowy obwodnic dla miasta? Komu na tym zależy? Przecież nie ludziom, którzy przez ostatnie lata trudzili się by przywrócić Nowemu Sączowi blask i piękno.

Miasto jest gotowe od co najmniej dwóch lat do rozpoczęcia budowy obwodnicy północnej i kolejnej przeprawy na Dunajcu. Któż jest hamulcowym w tej sprawie, któż na codzienności sądeczan stara się utłuc polityczne korzyści? Jakoś dziwnie przychodzą mi tutaj na myśl wypowiedzi przedstawicieli zarządu władz wojewódzkich i powiatowych, siłą rzeczy zaangażowanych w problem - którzy w podobnym tonie mówili o zniszczonej drodze do Gródka nad Dunajcem. Podobno nic w tej sprawie nie dało się zrobić. Jednak, przy odrobinie dobrych chęci do pracy - dało się. Tutaj te same głosy wytykają uciekający czas, wciąż odciągający rozpoczęcie prac nad budową obwodnicy i mostu. Tylko krytyka i nic ponad to. Jeśli już to drwiny. Pytanie tylko - z kogo? Przecież mieszkańcom miasta, władzom Nowego Sącza, radnym zależy od lat na realizacji tej inwestycji. Wystarczy popatrzeć na wspomniane wyremontowane ulice i chodniki. Inwestycje, które dało się zrealizować. Komuś jednak zależy na ładowaniu kłód pod nogi sądeczanom, robiącym wiele dla miasta.

Warto wyciągać właściwe wnioski z mijającego czasu. Dziś ludzie starsi i matki z dziećmi czują się bezpiecznej i pewniej na sądeckich chodnikach. Niektórzy kandydaci na radnych czują się mniej pewnie, bo popsutych spacerników w mieście zaczyna ubywać. Cóż więc obiecywać społeczeństwu? Starówka wypiękniała. Niegdysiejsze popsute lampy na Jagiellońskiej podświetlające buty i flaszki pijaczków odeszły w niepamięć na rzecz stylowej, estetycznej infrastruktury. Na skwerach w różnych częściach miasta pojawiły się kolorowe rabaty, nawet pod zamkiem nastały zmiany. Choć zwyczaj sikania po skarpie zamkowej ma długą tradycję, to dzisiaj już nie napotka się w tym miejscu śmierdzących żulików, tylko turystów i młode pary, które tu właśnie przyjeżdżają po zaślubinach, po pamiątkowe zdjęcia.

Dlatego, choć rozpoczął się przedwyborczy bal, niech to nie będzie bal zrzędzenia i narzekania na zdartej i obmierzłej do obrzydzenia płycie. Warto dostrzec zmiany, które w ostatnich latach uczyniły Nowy Sącz miastem bardziej przyjaznym i atrakcyjnym. Wystarczy się tylko rozejrzeć wokoło.


Leszek Langer






Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009