Kolej bez pieniędzy



Powrót do bloga


1 lutego 2010 r.



Jeszcze do końca nie przewaliła się przez Polskę awantura o totalny bałagan na kolei, a już ministrowie rządu Donalda Tuska wymyślają następne propozycje, które jak wszystko ostatnio uderzy w przeciętnego Kowalskiego, tym razem zamieszkującego tereny Małopolski. Warto o tym napisać, gdyż pomysły ministra Cezarego Grabarczyka są godne uwiecznienia dla potomnych - jako przestroga na przyszłość.

Otóż od dobrych kilkunastu lat mówi się o potrzebie budowy szybkiej kolei w naszym regionie - będącej szansą dla całej Południowej Małopolski na szybszy rozwój, zmniejszenie stopy bezrobocia, także będącej szansą dla młodzieży na łatwiejszy dostęp do renomowanych krakowskich uczelni. O aspekcie turystycznym dziś nie wspomnę.

Przed kilkoma dniami w ogólnopolskich mediach jednocześnie pojawiły się dwie wiadomości, że oto eurodeputowani z PO pochwalili się w komisji transportu parlamentu europejskiego planami budowy szybkiej kolei w Małopolsce, a tam im powiedziano - słusznie, słusznie, zobaczymy może w niedalekiej przyszłości, etc, etc ... Tak więc w rejony Sądecczyzny popłynął huraoptymizm, europosłowie budują obiecaną linię kolejową. Alleluja !!! W tym samym czasie w Polsce minister infrastruktury po raz kolejny rozgrzał do czerwoności brać kolejarską i opinię publiczną zabierając z budżetu 4,8 mld złotych, środki zabezpieczone i przeznaczone m.in. na liczne modernizacje linii kolejowych. Wspomniana suma pieniędzy jest ponoć potrzebna na dokończenie inwestycji drogowych S3 i S17. Ciekawe, że przed kilkunastoma miesiącami Cezary Grabarczyk przy kamerach zaklinał się, że w budżecie państwa są pieniądze na budowę wszystkich dróg przewidzianych przed Euro 2012. Donald Tusk wiedząc, że społeczeństwo prawdopodobnie nie kupi kolejnych bajek wysłał ze wsparciem, jako osobę uwiarygodniającą słowa ministra Grabarczyka - Elżbietę Bieńkowską, kierującą resortem rozwoju regionalnego.

Tak więc kolei zabrano prawie pięć miliardów, i w tym samym czasie minister Bieńkowska mówi, że rząd nie rezygnuje z realizacji jakichkolwiek inwestycji kolejowych. To bardzo ciekawe, bo nie rezygnuje także z żadnych inwestycji drogowych - zabierając wcześniej kolejarzom. Ciekawe komu zabiorą, żeby nie rezygnować z nowych linii kolejowych - może ministerstwu zdrowia, przecież tam się kasa przelewa na wszystkie strony, zwłaszcza do Narodowego Funduszu Zdrowia.

Sądeczanie już mają przed oczyma wizję budowy osławionej linii Podłęże-Piekiełko, a ja czuję, że jak zwykle pozostanie nam samo piekiełko, ale w wymiarze politycznym, przedwyborczym. Minister Grabarczyk bił się w styczniu w piersi mówiąc także, że sytuacja na kolei wróci do normy, że bałagan zostanie posprzątany. Pytam za co, przy pomocy jakich środków? Przecież jak się okazuje w budżecie ministerstwa brakło pieniędzy na sprawy obiecane przed dwoma laty, a tu nagle znajdą się pieniądze na likwidację skutków nieprzewidzianego przez ministra rozpadu kolei? Toż to kolejna bujda.

Tak a propos pracownicy Polskich Linii Kolejowych po wizycie ministra infrastruktury w Starym Sączu z oburzeniem wspominają słowa Cezarego Grabarczyka, że most na Popradzie został odbudowany z pieniędzy resortu. Warto do tego powrócić, ponieważ most kolejowy odbudowano z rezerw PLK, a nie z pieniędzy płynących bezpośrednio z ministerstwa. Trzeba powiedzieć to jasno. Na szybką kolej w Małopolsce przyjdzie nam jeszcze poczekać. Na naprawę sytuacji na kolei - z pewnością będą jeszcze długo czekać wszyscy Polacy, na inne nowe inwestycje kolejowe, będziemy jeszcze długo, długo czekać. Bajki ministra Grabarczyka o dużym skoku w przyszłość w temacie budowy dróg i linii kolejowych pozostaną tylko bajkami. Być może tak się zdarzy, że kolejny minister infrastruktury przed objęciem resortu będzie mógł się wykazać wcześniejszym doświadczeniem i wiedzą w temacie. Dopiero wówczas społeczeństwo uwierzy w to, że minister wie o czym mówi.


Leszek Langer






Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009