Obyś nigdy nie chorował !



Powrót do bloga


27 maja 2010 r.



Dziś moja małżonka obudziła się z gorączką. Była godzina 6.30. Od 7.00 rozpoczyna się rejestracja w standardowej sądeckiej przychodni. Jako przykładni obywatele jesteśmy regularnie obdzierani przez państwo na tak zwaną "służbę zdrowia". Miesiąc w miesiąc - czy chcemy, czy nie chcemy z naszych poborów, od kilkunastu lat "odprowadzane" są składki mające zapewnić nam wspaniałomyślną pomoc, w razie gdybyśmy się pochorowali. Oczywiście nikt nie pyta mnie o to, czy czasem nie wolałbym odkładać sobie na koncie tych pieniędzy, po to, abym mógł zapłacić lekarzowi, gdybym chciał raz na pięć lat pójść poradzić się prywatnie. Zresztą w tym pokręconym systemie tak zwanej ochrony praw pacjenta - prawie wcale nie ma możliwości korzystania ze zrównoważonego pakietu usług pomiędzy praktyką publiczną i prywatną lekarzy. Skonstruowano to tak, aby bez przeszkód obdzierać ludzi z pieniędzy, dając im w zamian "wielkie nic".

Tak więc moja małżonka czując gorączkę i słaniając się na nogach dzwoni o 7.00 do przychodni, gdyż od 7.00 przyjmowane są rejestracje do specjalisty - lekarza rodzinnego. Gdyby żona zachorowała dzień wcześniej, to na dzień kolejny nie ma możliwości się zapisać. Dodzwoniła się o godzinie 7.15 i usłyszała szczebiotliwy głos pani rejestratorki, która stwierdziła, że ... rejestracji już nie ma. Żona tłumaczy: zagorączkowałam, mam małe dziecko, nie dam rady pójść do pracy, bardzo proszę, potrzebuję porady lekarza. - Trzeba było przyjść pod przychodnię o godzinie 5.00 i czekać na rejestrację. Takie są limity. Nie da się - usłyszała standardowe polskie powiedzenie. Powinni cholera na tablicach przygranicznych przy wjeździe do Rzeczypospolitej wygrawerować złotymi literami - NIE DA SIĘ. To taka druga nazwa naszego świetnie zreformowanego kraju. Dla szarego obywatela tutaj zrobić nic NIE DA SIĘ. Chociaż wraz z małżonką nie okazujemy postawy roszczeniowej - prawie nie korzystamy z lekarzy, urzędów - to jednak w chwili nagłej potrzeby, za zdzierane od nas każdego miesiąca pieniądze słyszymy - NIE DA SIĘ. Pomimo tego, że jest dopiero czwartek, zdumiona żona usłyszała - proszę próbować w poniedziałek. Reforma sektora opieki zdrowotnej zmienia się tak jak rządy w państwie - co cztery lata i podąża w niewiadomym kierunku pijaną trajektorią od sasa, do lasa. Nikt po 1989 roku nie zaproponował w tej sprawie niczego konkretnego, a to przecież zdrowie jest najcenniejszą wartością każdego człowieka. Dziś obserwujemy ten cud zapowiadany przez Tuska. Cudownie zreformują nam tak zwaną służbę zdrowia - ludzie z chęcią będą z zagranicy wracać do Polski. Tu będzie kraj mlekiem i miodem płynący - dla władzy, należałoby dopowiedzieć.

Cóż więc w takiej sytuacji pozostaje? Stare, dobre metody: koniaczek, bombonierka, kwiatuszek. Wówczas powstają realne szanse i nadzieje, hasło NIE DA SIĘ ulega przepoczwarzeniu w ZOBACZYMY CO DA SIĘ. Pani rejestratorce z poczucia władzy i własnej wartości, mierzonej ilością przyniesionych bombonierek - prawie na plecy brwi się zawijają, gdy patrzy na szarego obywatela, który wycieńczony gorączką ledwo stoi pod okienkiem. Z przypływu radości, że jednak coś DA SIĘ przychodzą na myśl czasy, gdy śpiewano - Ukochany kraj, umiłowany kraj, ukochane miasta i wioski …

Konkludując, żona zostanie przyjęta. Pani rejestratorka doszła do porozumienia z panią doktor i na końcu kolejki, gdzieś około południa, jak nie będzie obsówki, żonę przyjmie lekarz rodzinny.

Nie chcę narzekać na polską reformę czegoś, co nazywają służbą zdrowia. Moi rodzice przepracowali w tym sektorze trzydzieści lat. Teraz są emerytami. Pamiętam lata ich pracy bardzo dobrze. W zgniłym PRL-u państwo bardziej dbało o zdrowie obywatela, pacjenta niż w czasach obecnych. Czyżby taka była jedna z twarzy wolnej Polski? Zdychaj wolny i szczęśliwy? W sprywatyzowanym do cna przez liberałów sektorze zdrowotnym.

Wojciech Cejrowski wędrując boso przez świat urządza sobie "podśmiechujki" z poważnego systemu naprawy naszego państwa. Systemu, bez systemu. Chociaż nie jestem zwolennikiem totalnej anarchii i twórczego chaosu, to jednak przy niektórych aspektach funkcjonowania naszego kraju, patrzę tęsknym okiem w kierunku dalekich lądów, które odwiedza wspomniany podróżnik.

Obyś cudze dzieci uczył - to powiedzenie spada w moich rankingach na dalsze miejsce. Dziś jeśli miałbym komuś złorzeczyć wykrzyczałbym - obyś musiał skorzystać z lekarza rodzinnego.


Leszek Langer






Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009