Aby uatrakcyjnić Miasto
Warto pracować na rzecz rozwoju swojego miasta. Uważam, że miasto może się tylko wtedy dobrze rozwijać, kiedy będzie opracowany kompleksowy program zwiększania atrakcyjności Nowego Sącza.
Po pierwsze trzeba pomyśleć o pełnym, a nie tylko cząstkowym planie ożywienia Starego Miasta.
Wiąże się to z wieloma aspektami.
Najpierw ruch kołowy na Starówce.
Według mnie rozwiązaniem najlepszym dla tej zabytkowej części miasta byłoby - po likwidacji obecnej siedziby i przeniesieniu do nowego budynku komendy Państwowej Straży Pożarnej - poprowadzenie szerokiego zjazdu z ulicy Długosza przez teren dzisiejszego Maślanego Rynku i terenów zajmowanych dziś przez strażaków - do Bulwaru Narwiku. Stamtąd - jeśli ktoś by chciał wjechać do Rynku, mógłby za młynem Ojców Jezuitów skręcić w lewo i kolo zamku wyjechać ulicą Kazimierza Wielkiego. Natomiast, jeśli ktoś chciałby pójść do Rynku na spacer, można zostawić samochód na parkingach: dolnym przy bazylice, dolnym przy kompleksie Ojców Jezuitów, a także na dolnym, który można utworzyć łącząc obecny parking pod zamkiem z obecnym parkingiem pod Panoramą. Byłby to największy i uważam koniecznie darmowy parking dla Starego Miasta.
Co mieszkańcy Nowego Sącza zyskaliby na takim rozwiązaniu?
Dzięki temu, można wyłączyć większą część Starego Miasta z ruchu kołowego. Wyłączona powinna zaostać większa część rynku - tam gdzie jest front ratusza, a ruch kołowy przebiegałby tylko tą częścią Rynku, łączącą ulice Kazimierza Wielkiego z Dunajewskiego. Wjazd na pozostałe części rynku można by odgrodzić tzw. ruchomą architekturą, np. donicami z kwiatami (łatwą do szybkiego przesunięcia dla przejazdu służb medycznych).
Ulice Sobieskiego, Wałowa, Świętego Ducha, Wyszyńskiego, Lwowska, od mostu w kierunku Rynku
i prawie cała płyta Rynku, oraz Piotra Skargi aż do Dawnej Synagogi - pozostały by wolne od ruchu kołowego.
W tym rejonie należy stworzyć strefę przyjazną dla drobnych handlowców, rzemiosła, drobnej gastronomii. Na ulicę Sobieskiego można przenieść wówczas maślany rynek (oczywiście nie takie ogromne kioski, ale duże, podłużne stoiska, które można obejść chodnikami z dwóch stron. Z ulicy Świętego Ducha można zrobić ulicę mającą charakter podobny do ulicy Mariackiej w Gdańsku. Małe stoiska z drobnym rzemiosłem - powyżej terenów bazyliki, aż pod bursę Ojców Jezuitów. Mógłby tam spokojnie zaistnieć stały targ z antykami, przy okazji kilka stylowych kafejek, po wyprowadzeniu w inną część miasta lokatorów z miejskich, mocno zdewastowanych kamienic.
Rynek natomiast - wolny od ruchu kołowego może być doskonałym miejscem do spacerów.
Rodzice będą bez obaw chodzić w tą część Starego Miasta z małymi dziećmi, gdyż brak samochodów podniesie poziom poczucia bezpieczeństwa.
Wzorem miast z Europy Zachodniej, które posiadają podobne place miejskie, można by urządzić całosezonowe, darmowe kina na wolnym powietrzu na płycie Rynku przed ratuszem. Na dzisiejszych ulicach mogą stać jednakowe, gustowne kramiki oferujące drobną gastronomię, wyroby rękodzielnicze, wyroby regionalne. Jeśli gospodarze miasta dadzą tym handlowcom ulgi podatkowe, na pewno wielu zgłosi się do wykupu takiego stoiska. Trzeba zachęcić także inwestorów - zwolnieniami (np. na dwa lata) podatkowymi, bądź ulgami do zakładania kafejek, pubów, niewielkich restauracyjek, które mogą być czynne do późnych godzin nocnych.

Mając taki wielki plac miejski można zapraszać teatry uliczne, zespoły muzyczne - niekoniecznie te najdroższe, urządzać spektakle uliczne i koncerty muzyki klasycznej, gale utworów musicalowych
i operetkowych.
Stare Miasto może zyskać na atrakcyjności a Sądeczanie właśnie w to miejsce przyjdą by odpoczywać.
Należy jednak radykalnie zwiększyć poziom bezpieczeństwa na Starym Mieście. Trzeba wzorem Tarnowa wyprowadzić ze Starówki uwolnionej od ruchu kołowego - w inną część miasta - mieszkańców czynszowych; przynajmniej tych, którzy nigdy nie dbali o dobro miejskie. Chodzi o deptak ulicy Jagiellońskiej, ulice Sobieskiego i Ducha Świętego. Nie jest tam przecież aż tak wiele mieszkań komunalnych - jest to łatwe zadanie. W świadomości Sądeczan musi zrodzić się przekonanie, że Starówka to bezpieczna część Miasta.
W okresie letnim, trzeba koniecznie na Stare Miasto wprowadzić co najmniej kilkudniową imprezę, jednak taką o która przyciągałaby turystów z całej Polski. Mógłby to być jakiś cykl scen, korowodów historycznych - odnoszących się do bogatej historii Nowego Sącza. Można by wytyczyć sądecki "trakt królewski" - wiodący od początku deptaku ulicy Jagiellońskiej (przy ulicy Kościuszki), przez Rynek, ulicami Piotra Skargi, Bóżniczą - aż pod zamek.
Wzdłuż traktu można by stworzyć (na czas tygodniowej imprezy, bądź na stałe) coś w rodzaju strefy ekonomicznej, wolnej od podatków dla drobnych restauratorów, właścicieli kawiarni i klubów.
Każde małe włoskie miasteczko, które nie może się poszczycić równie bogatą i barwną historią - co Nowy Sącz, potrafiło wypracować festyny, święta, inscenizacje przyciągające turystów z najodleglejszych zakątków Europy. Kiedyś pewien człowiek zapytał mnie, dlaczego w Nowym Sączu, mieście z taką piękną historią nie ma żadnego wydarzenia rozsławiającego tą część Małopolski. Przecież mamy takie piękne legendy, gotowe na świetne scenariusze. Mogłoby się odbywać największe w Europie święto zegara w oparciu o historię młodej kobiety ukrywającej się w czesie okupacji w zegarze na wieży ratuszowej. Można wówczas połączyć to wydarzenie z ustanawianiem rekordu Guinessa w jednoczesnym biciu zegarów na płycie Rynku. Mógłby się odbywać pochód od zegara ratuszowego w kierunku zegara kwiatowego pod zamkiem. Takie wydarzenie może
zająć jeden dzień z imprezy tygodniowej. Propozycja jest na pewno oryginalna.


W trakcie trwania tygodniowej imprezy kulminacją powinny być dwa dni, kiedy to można zorganizować
w samym Rynku jakąś ciekawą rywalizację. Albo wzdłuż dzisiejszej jezdni - dookoła płyty Rynku albo na samej płycie. Najlepiej, żeby uczestnicy rywalizacji byli ubrani w historyczne stroje. Coś w charakterze sieneńskiego Palio.
Sam głosowałbym za bitwą na kurze jaja. Taka impreza opłaci się ekonomicznie. Na czas bitwy można sprzedać bilety wstępu do Rynku i zamknąć wstęp stawiając strażników miejskich i barierki. Wydzielić cześć płyty Rynku (z dala od pomnika Papieża) powiedzmy - przed ratuszem, od wysokości wejścia głównego aż do kasztana. Można tam ustawić dwie drewniane, prowizoryczne fortece, jedną w kształcie Baszty Kowalskiej, a drugą inną. Herold może odczytywać z wieży ratuszowej historię np. oblężenie Miasta przez Szwedów, a widzowie zgromadzeni na jezdni, oraz na podestach wzdłuż ścian kamienic
w Rynku będą się przyglądać całej hecy.

Dwie drużyny wyposażone w liczbę powiedzmy około 20 tysięcy jaj rozpocznie około półgodzinną walkę - oczywiście przy żartobliwej muzyce i efektach dźwiękowych. Takie bitwy powinny być organizowane po dwie, przez dwa dni. W pierwszym dniu mogą wystąpić drużyny zbudowane z charakterystycznych przedstawicieli Miasta, np. przedstawiciele rzemieślników kontra służba zdrowia. Sygnał
do najważniejszej bitwy mógłby dawać sam Prezydent Miasta.
Zalety rozwiązania.
- Można sprzedać spokojnie około trzydzieści tysięcy biletów - po pięć złotych, co wyniesie około 150 tysięcy złotych wpływu dla organizatorów.
- Tego typu wydarzeniem zainteresują się na pewno media ogólnopolskie i turyści z całego kraju.
- Trwające przez cały tydzień spektakle historyczne, spektakle uliczne, warsztaty rzemiosła rycerskiego spowodują, że Nowy Sącz będzie postrzegany jako atrakcyjne miejsce na planowanie urlopu. Magnesem przyciągającym turystów może być przykładowo bitwa na jaja.
- Z części zysku, żeby zrównoważyć głosy o marnowaniu jedzenia - można zakupić dwa razy więcej jaj,
od tych, które zużyto podczas bitew i poprzez sądeckie instytucje wspierające ubogich - rozdać je potrzebującym.
- Jajkiem nie wyrządzi się nikomu krzywdy, ani niczego się nie zniszczy. Zabrudzenia od tego typu oręża można łatwo usunąć.
Jest to tylko propozycja, może nadto zwariowana, jednak bez wątpienia ożywiająca i uatrakcyjniająca Miasto Nowy Sącz.
Dziwię się, że w Polsce nie ma tradycji organizowania podobnych imprez, a małe, kilkutysięczne miasteczka na Zachodzie Europy urządzają podobne festiwale i świetnie z tego żyją, mimo, że nie mają tak ciekawej
i bogatej historii, jak Nowy Sącz.
Dajmy sobie szansę, wyzbądźmy się marazmu i poczucia, że tutaj, w tych warunkach i okolicznościach nie można nic więcej zrobić.