Gruszki na wierzbie



Powrót do bloga


30 marca 2010 r.



Kiedyś, przed laty wąsaty prorok elektryk wieszczył, że Polska stanie się drugą Japonią. Jak większość Polaków nie wierzyłem, że dożyję spełnienia się tego proroctwa. Dziś jednak nabieram przekonania, iż być może ten trybun, mędrek ludowy wbrew jakiejkolwiek logice wieszczył realną przyszłość. Obecnie Japonia boryka się z potężnym kryzysem energetycznym, o ekonomicznym już nie wspomnę. Analitycy przewidują, że ten zaradny pod względem gospodarki kraj podniesie się w ciągu pięciu lat. Nam też mówiono - zaciskajcie pasa, jeszcze, jeszcze, na pięć lat, dziesięć, piętnaście, w końcu w zaciskanym pasie brakło dziurek do dalszego przesuwania klamry obiecanek cacanek. Ludzie przestali już ufać kolejnym ministrom finansów, zwłaszcza gdy dochodzi do tego, że dwóch liberałów łapie się za czuby w temacie pieniędzy publicznych.

Kilka, może kilkanaście miesięcy temu w Nowym Sączu zorganizowano konferencję dotyczącą gospodarowania energią. Restauracja Panorama pękała w szwach. Przyjechali przedstawiciele rządu, Urzędu Regulacji Energetyki i inni spece od prądu. Mówiono dużo o mądrym zarządzaniu zasobami energetycznymi, o alternatywnych źródłach pozyskiwania energii. Pamiętam, że równie dużo mówiono o tym samym już dużo wcześniej, gdy proboszcz w Rytrze budował najpierw turbinę wodną produkującą prąd, a następnie stawiał wiatrak, słynny na cały Beskid Sądecki. Podczas którejś z rozmów żalił mi się, że nie może sprzedać, ani nawet oddać nadwyżki produkowanej energii, ponieważ grożą za to srogie kary. Dziś nikt nie zainwestuje w farmę wiatrową, czy turbinę wodną, ponieważ nie może sprzedać nadwyżki produkowanego prądu. Tym samym nigdy inwestorowi nie zwróci się nakład poniesiony na budowę ekologicznej elektrowni. W takim mądrze zarządzanym kraju żyjemy. Farmy wiatrowe powstają dookoła nas. W Austrii, Niemczech, Belgii, Wielkiej Brytanii. Tam jest to możliwe, u nas - nie. W Polsce kwitnie energetyczny monopol. Obawiam się tylko tego, że idąc w duchu wszechogarniających nas podwyżek, za chwilę w sposób nie do końca odpowiedzialny i kontrolowany państwo podniesie znacząco ceny energii, gdyż "wszystko przecież drożeje". Podobnie jak większość sądeczan, nie chcę spełnienia się tego scenariusza.

Dziś mądre głowy z polskiego rządu mówią o konieczności budowania elektrowni atomowej. Premier prze w zaparte, że to jest droga do przyszłości polskiej energetyki. O elektrowniach ekologicznych nic szef rządu nie mówi - bo kto by oddał kurę znoszącą złote jaja, jaką jest monopol na energię - w ręce prywatnych przedsiębiorców. Kilka lat temu próbowano obejść temat polskiej energii jeszcze inaczej. Poprzednie władze wzorcowej na całą Polskę gminy Korzenna wpadły na pomysł, aby ciepło i energię pozyskiwać z wierzby energetycznej. Miała rosnąć szybko, wydajnie, potem spalać się będąc kalorycznym paliwem i miał to być zwiastun nowej ery w energetyce. Wszystko jednak diabli wzięli, gdy zamiast wierzby energetycznej, na polach pod Korzenną wyrosło - nie wiadomo co. Pomysłodawcom projektu opadły chęci do dalszego eksperymentowania, a sam projekt przeszedł do lamusa. Z kury znoszącej złotej jaja, pozostały tylko jaja. W lokalnej prasie pisano, że na polach pod Korzenną wyrosły gruszki na wierzbie.

Na koniec pozostaje życzyć sobie, aby nie takie spełniały się proroctwa i wieszczenia, jak to o drugiej Japonii, gdyż japońska gospodarka odbuduje się w kilka lat, a u nas będzie wciąż się kręcił zegar Balcerowicza. Niech w realny wymiar wejdą zapowiedzi polityków podejmujących temat energetyki, niech w kraju nie zabraknie energii, niech nie będzie drożała, niech będą poszukiwane alternatywne źródła pozyskiwania prądu - nie koniecznie i jedynie z polskiej elektrowni atomowej.


Leszek Langer






Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009