Koślawe lokalne spojrzenie
14 kwietnia 2010 r.
W Dunajcu nie upłynęło zbyt wiele wody od czasu, gdy niektórzy we własnym mniemaniu opiniotwórczy sądeczanie urządzili sobie jazdę po nowym miejskim logo. Czego nie pisano, jak nie kombinowano na wszystkie strony, kolorowy znak graficzny nie schodził z pierwszych stron lokalnych gazet. Dziwić mogło to, że stosunkowo mało miejsca w mediach poświęcono na dociekania - w jakim celu zaprojektowano logo dla Nowego Sącza i jaka idea przyświecała pomysłodawcom. Pisano i mówiono natomiast dużo bzdur o okultyzmie, o letnich związkach jednopłciowych, zaraz znaleźli się doświadczeni sędziowie ludzkich gustów i smaków - ogólnie zrobiło się ciekawie. Ciekawie, gdyż stawiane zarzuty o zaściankowym potraktowania tematu logo nie znalazły potwierdzenia w środowiskach innych miast, gdzie różne znaki graficzne promocyjne już od dawna z powodzeniem funkcjonują. Tak więc okazało się, że o sądeckim zaścianku pachnącym okultyzmem mówili w zasadzie tylko niektórzy sądeczanie. Przypominają mi się zwłaszcza artykuły młodej dziennikarki, która poprzez swoje nazwisko może być mylnie kojarzona z dużą i cenioną międzynarodową agencją prasową. Ale to z rzeczywistością ma tyle wspólnego ile chociażby Aleksander Grad z przepowiadaniem pogody i meteorologią.
Pamiętam taki incydent, gdy jedna z lokalnych gazet napisała na pierwszej stronie, że policja prześwietla pewnego parlamentarzystę. Napisano tak na finiszu kampanii wyborczej do parlamentu. Było to kłamstwo, które wykazano podczas rozprawy sądowej odbywającej się w trybie wyborczym. I chociaż nakazano redakcji przeprosić parlamentarzystę w kolejnym wydaniu gazety, to zabrakło komuś w wydawnictwie honoru. Kłamliwa, pierwsza informacja o rzekomym prześwietlaniu podana była czytelnikowi czcionką w rozmiarze XXL, a materiał zajął całą stronę. Przeprosiny zamieszczono co prawda dzień później na pierwszej stronie gazety, ale w małej ramce, wciśniętej w róg jakiegoś innego artykułu.
Piszę o tym dlatego, ponieważ widzę tutaj pewną analogię. Kiedyś brednie o nowym sądeckim logo zajmowały całe pierwsze strony lokalnych mediów, a dziś informacje o tym, że znak graficzny znalazł uznanie przez międzynarodowe gremia artystów plastyków poupychano gdzieś między wierszami. Zaściankowymi z czasem okazały się jedynie lokalne skoślawione spojrzenia niektórych sądeczan na całą sprawę oraz praktyki paskudzenia we własne gniazdo. To, co znalazło uznanie w oczach specjalistów z zewnątrz, zostało obśmiane przez lokalnych amatorów i bajarzy.
Przypomnę, że logo Nowego Sącza wysoko ocenili wydawcy prestiżowego niemieckiego katalogu Taschen, zajmującego się znakami graficznymi, promocją wizualną różnych podmiotów z całego świata. Nasze logo zostało nagodzone także Kreaturą 2011, prestiżowym wyróżnieniem artystów plastyków podczas XV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Reklamy. Dodać należy, że przed kilkoma miesiącami specjaliści z Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego zaopiniowali, iż doszukiwanie się w logo symboli okultystycznych jest zupełnym absurdem. Kwestia gustu, to już zupełnie inna sprawa. Oczywiście znak graficzny może się jednym podobać, a drugim - nie. Jednak wszystkim nie sposób dogodzić. Można nie robić nic i wtedy w myśl przysłowia - nie będzie nic. Tylko czy o to chodzi w promowaniu miasta?
Na koniec tak sobie myślę, że więcej w ostatnich latach było takich sytuacji, gdzie z tego co nam przynosiło pozytywną promocję, lub chociaż zainteresowanie w świecie - śmiano się tutaj, na miejscu. Może warto czasem chwilę poczekać, poobserwować, posłuchać opinii wielu stron, zanim się wyda niekorzystne wyroki w swojej własnej sprawie.
Leszek Langer