Prosimy nie przeszkadzać



Powrót do bloga


15 listopada 2010 r.



Przed czterema laty, w jednym z pierwszych wydań gazety "Miasto" napisałem artykuł zatytułowany "A jednak Nowak". Wiedziałem wówczas, że jeśli Sądeczanie powierzą Ryszardowi Nowakowi mandat społecznego zaufania, wówczas będzie to szansa na świeży powiew w skostniałym miejskim samorządzie. Na plakatach przyszłego prezydenta można było wówczas przeczytać hasła - Nowa jakość, Miasto które kocham. Obserwując dziś efekty pracy Ryszarda Nowaka stwierdzam, że hasła sprzed czterech lat nie straciły nic na aktualności. Wystarczy wybrać się na spacer ulicami Nowego Sącza, żeby się o tym przekonać. Za nami cztery lata wykorzystanych szans, cztery lata konstruktywnej współpracy prezydenta z radą miasta. Minęło czterolecie naprawiania tego wszystkiego, co po raz ostatni remontowano bądź budowano w latach osiemdziesiątych, siedemdziesiątych, a nawet sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Żałuję, że nie ma w Nowym Sączu muzeum sentymentalnego, ponieważ można by tam umieścić fragmenty infrastruktury drogowej, pamiętającej jeszcze czasy Gierka - a wymienionej dopiero w mijającej kadencji samorządowej. Dedykuję dziś wielki pogierkowski krawężnik na głowę tym, którzy nie chcą przez opary absurdu i głupoty zobaczyć efektów pracy obecnego samorządu miasta. Nieżyjący już dziś mój przyjaciel doktor Jerzy Masior zawsze chciał doczekać czasów, gdy Nowy Sącz będzie się odmieniał i na nowo piękniał. Żałuję, że to pragnienie Jerzego Masiora zaczęło się wypełniać dopiero po jego śmierci. Przed kilkunastoma dniami rozmawiałem z kolegą, który w roku 2001 wyjechał do Australii. Tam osiadł, założył rodzinę, tam pracuje, jednak postanowił na miesiąc przyjechać w rodzinne strony. Po pierwszym spacerze ulicami Nowego Sącza stwierdził, że jest to całkiem inne miasto od tego, zapamiętanego sprzed lat. Wypiękniało, zrobiło się bardziej stylowe. Zauroczony kolega zrobił wiele zdjęć, żeby móc je pokazać rodzinie.

W mojej pamięci wciąż pozostaje ciepłe światło słoneczne, którego refleksy widywałem w mieszkaniu Ireny Styczyńskiej. Od czasu do czasu przychodziłem na piętro kamienicy przy deptaku ulicy Jagiellońskiej, aby przy herbacie słuchać pięknych opowieści o Nowym Sączu. Irena Styczyńska przyjaźniła się z moimi dziadkami. Często przyjeżdżała do Zbyszyc, gdzie niegdyś mieszkała moja rodzina. W jakiś sposób kształtowała moje przywiązanie do rodzinnego miasta. Z pasją zbierała pamiątki dotyczące Sądecczyzny. Pamiętam jej troskę o Nowy Sącz, zastanawiała się nad tym, w którym kierunku i w jakim czasie miasto będzie się rozwijać. Dziś Irena Styczyńska jest obecna w mieście, w życzliwej pamięci ludzkiej i w pięknym parku, znajdującym się przy ruinach zamku. Cieszę się z faktu, że właśnie ten park nosi dziś imię niezapomnianej Honorowej Obywatelki Miasta Nowego Sącza. W ostatnim czteroleciu park wypiękniał. Zamontowano tam stylowe latarnie, ławki, odnowiono klomb i zagospodarowano skarpę. Dziś wzgórze zamkowe wraz z parkiem Ireny Styczyńskiej należą do najładniejszych zakątków Starego Miasta.

Podczas ostatniej debaty w lokalnej telewizji dużo mówiono na temat peryferyjnych dzielnic Nowego Sącza. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ jest szansa powrócić pamięcią do niedawnych inwestycji takich jak remont i modernizacja dalekich odcinków ulicy Zdrojowej - w dzielnicy Roszkowice, wybudowanie nowego chodnika i remont ulicy Myśliwskiej w dzielnicy Zabełcze. W ostatnim czasie dużo mówiło się na temat remontu ulicy Dłogoszowskiego.

Debaty telewizyjne mają swoje prawa. Chociaż niektóre sprawiają wrażenie, że widz jest świadkiem rozmowy ślepego z głuchym o kolorach i muzyce, to jednak zawsze można dowiedzieć się czegoś o kulturze dyskusji. Zwłaszcza jeśli jest mowa o nieobecnych. Najbardziej zaangażowanym dyskutantom dedykuję wypowiedź prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która w swoim programie wyborczym sprzed czterech lat zapowiadała wybudowanie nie jednego, ale kilku mostów w stolicy. Pani prezydent odpowiadając na pytania, dlaczego nie powstał ani jeden z planowanych mostów odpowiedziała - nie ma możliwości, aby wszystkie inwestycje miejskie zrealizować w cztery lata. Do tego potrzeba więcej czasu. Mamy przygotowaną dokumentację inwestycji i będziemy przystępować do budowy mostów w nadchodzącym czasie.

Na nic więc zdało się tutaj powiedzenie, że gdzie diabeł nie może tam kobietę pośle. Gdy brakuje niektórych elementów do skompletowania całej układanki - jaką jest realizacja dużej inwestycji, to ani Warszawa, ani wsparcie kolegów z partyjnego ugrupowania, ani nic innego nie przyspieszy drogi do rozpoczęcia prac. Potrzeba czasu, cierpliwości i przede wszystkim konsekwencji w dążeniu do zebrania wszystkiego w całość. Cynizm i złośliwości nic dobrego do sprawy nie wniosą. Pozostaje mieć tylko na uwadze, że ci - którzy realizują inne duże remonty i inwestycje w mieście, nie rzucają słów na wiatr. Jeśli wiarygodni i sprawdzeni ludzie planują przeprowadzenie kolejnych inwestycji, to należy tylko dać im czas i zwyczajnie nie przeszkadzać.


Leszek Langer






Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009