Nie warto rezygnować z radości życia
16 marca 2010 r.
Każdego dnia ludzie narzekają na drobne niedogodności, często słychać utyskiwania na każdą, nawet najmniejszą przeciwność losu. Mam znajomego, który mógłby opowiedzieć, jak życie potrafi doświadczyć człowieka. Jego marzenie jest proste. Chce tylko podjąć pracę. Marzenie wspólne dla wielu, jednakże w tym przypadku chodzi o coś więcej. Przed kilkoma laty Grzegorz stracił nogę w wypadku komunikacyjnym. Po tym zdarzeniu przyszły chwile załamania, marazmu. Jednak czas robi swoje i znajomy odzyskał wiarę w siebie, ponownie zaczął optymistycznie patrzeć w przyszłość. W ubiegłym roku się ożenił. Pierwsze, co spotkało go po ślubie - to przymusowa ewakuacja z rodzinnego domu w Piątkowej, który mimo że przetrwał kilkadziesiąt lat, właśnie zaczął się rozpadać. Na oczach nowożeńców. Specjaliści orzekli, że uaktywniło się osuwisko. Młodzi postanowili przenieść się do domu na Falkowej, który liczył sobie ponad sto lat. Żona Grzegorza odziedziczyła dom po babci. Planowali remont, ale po kilkunastu dniach dom zaczął się rozchodzić. Kolejna ewakuacja, także tam ruszyło kolejne osuwisko. Zostali praktycznie o niczym.
Gdyby ktoś mnie zapytał, co o tym myśleć, właśnie w takiej sytuacji życiowej widziałbym powody do narzekań. Młodym pospieszyli na ratunek ludzie dobrej woli z Piątkowej. Na pewien czas otrzymali od prywatnych przedsiębiorców małe mieszkanko w Nowym Sączu. Żona Grzegorza pracuje w sklepie spożywczym należącym do sieci sklepów znanego sądeckiego handlowca - Józefa Pyzika.
Oprócz skromnej renty, to właśnie pensja żony znajomego jest podstawą do utrzymania całej rodziny, w skład której wchodzi jeszcze schorowana matka. Grzegorz marzy o podjęciu pracy. Miałaby dla niego wymiar nie tylko zarobkowy, ale także terapeutyczny. Pan Józef Pyzik zgodził się przeszkolić i przyjąć Grzegorza do pracy na stanowisko kasjera. Wydaje się, że po serii wielu doświadczeń, nareszcie słońce zaświeciło nad utrudzoną rodziną. Jest tylko jeszcze jeden problem, który urasta do rozmiarów dużej bariery. Grzegorz potrzebuje zakupić nową protezę nogi, gdyż ta, którą użytkuje jest już zepsuta i wymaga częstych napraw. Gdy trzeba wysłać protezę do reperacji - Grzegorz nie wychodzi z domu. To uniemożliwia podjęcie stałej pracy. Dlatego trwają poszukiwania ludzi dobrej woli, którzy poprzez przekazanie jednego procenta od podatku dochodowego mogą pomóc spełnić marzenie Grzegorza.
Jakże często spotykamy się z postawami życiowymi osób pozbawionych całkowicie refleksji, wiecznie nieszczęśliwych, uprawiających prywatną martyrologię. Gdy przychodzę w odwiedziny do Grzegorza, widzę uśmiech na twarzy, życzliwość, wiarę w dobrą przyszłość i chęć walki o lepsze jutro. Czasem może warto rozejrzeć się dookoła, wówczas można dostrzec takich cichych wojowników, którzy mimo tego, że mają wiele powodów do zmartwień - z podniesionym czołem i błyskiem w oku idą naprzód i szukają pozytywów życia. Mnie osobiście nastawienie Grzegorza do walki o lepszą przyszłość dodaje sił i uzmysławia, że człowiek może wiele doświadczyć i wiele znieść, a to nie jest jeszcze powód do rezygnacji ze wszystkiego, co może w życiu cieszyć.
Chcesz pomóc? Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach KRS 0000028676 z dopiskiem Pomoc dla Grzegorza Wójsa.
Leszek Langer