Odpowiedzialność w wolności
16 grudnia 2010 r.
Gdy w roku 1960 ukazała się w sprzedaży książka "Miłość i odpowiedzialność", dało się wyczuć konsternację, jaka towarzyszyła duchownym, gdy tylko ktoś wspomniał choćby sam tytuł owej nowości wydawniczej. Księża nie bardzo wiedzieli jak odnieść się do tego studium etycznego, którego autorem był młody biskup Karol Wojtyła. Książka powstała ze spisanych przez młodego Wojtyłę uwag, które zbierał podczas tak zwanych "przecinków", czyli jednodniowych wypraw w góry lub na jeziora, ze studentami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i żakami krakowskimi. Przecinki te, jak wiadomo zalecone księdzu Wojtyle przez lekarza - miały być odskocznią dla zapracowanego duchownego, którego kondycja zdrowotna zaczęła w tamtym czasie podupadać. Nie lubiący marnować czasu Wojtyła obszedł jednak sprytnie zalecenie doktora w ten sposób, że na krótkie, jednodniowe wyprawy wypoczynkowe zabierał ze sobą studentów z uczelni, gdzie był wykładowcą. Tam niby odpoczywając, prowadził najzwyczajniej w świecie seminaria z etyki i dyskusje filozoficzne. Studenci otwierali się ze swoimi problemami przed lubianym wykładowcą chętniej, gdy dookoła piękno przyrody zapierało dech w piersiach, niż w uniwersyteckich salach szacownych Alma Mater. Długie dyskusje prowadzone na kajakach, bądź na szlakach górskich zaowocowały wieloma nowymi spojrzeniami i próbami odpowiedzi na pytania o odpowiedzialne podejście do miłości. Ksiądz biskup Wojtyła w książce nie tylko zajmował się miłością i jej wszystkimi aspektami, z erotycznymi włącznie, co przysporzyło mu wielu niepochlebnych recenzji i uwag, szczególnie od niektórych księży profesorów.
Ksiądz Stanisław Witek, profesor etyki zarzucał biskupowi Wojtyle niespójność głoszonych tez z nauczaniem Kościoła zawartym w encyklice Piusa XII CASTI CONNUBII.
Interesującym mnie zagadnieniem jest aspekt odpowiedzialności, o której mówił w swojej pracy Wojtyła, a także ta odpowiedzialność, którą wziął na siebie autor - za treści publikowane w książce. Biskup Wojtyła wprowadzając czytelnika w specyfikę zagadnień poruszanych w studium był świadom odpowiedzialności za tezy zawarte w pracy, wiedział, że wiele z omawianych w książce problemów pojawiło się w publikacji osoby duchownej po raz pierwszy. Próbował nawet wytłumaczyć dlaczego porusza taką problematykę. "Istnieje pogląd, że na temat małżeństwa mogą wypowiadać się tylko ci ludzie, którzy w nim żyją, a na temat miłości między kobietą, a mężczyzną tylko te osoby, które ją przeżywają." Dalej czytamy we wprowadzeniu, że dotąd istniało przekonanie, iż na tematy miłości cielesnej nie wypowiadają się osoby duchowne z powodu braku doświadczenia w tej materii. "W pracy duszpasterskiej [osoby duchowne] spotykają się bowiem tak często i w tak różnych momentach czy sytuacjach właśnie z tymi problemami, że tworzy się z tego jakieś inne doświadczenie, niewątpliwie bardziej pośrednie i cudze, ale równocześnie o wiele szersze. Właśnie zaś wielość faktów z tej dziedziny tym bardziej pobudza do refleksji ogólnej i do szukania syntezy." Jak wiadomo studium Karola Wojtyły posłużyło później, podczas obrad Soboru Watykańskiego II do omówienia na nowo niektórych aspektów życia człowieka w świecie współczesnym. W rozprawie naukowej "Miłość i odpowiedzialność" wyłożona jest przez autora jedna z najpiękniejszych definicji odpowiedzialności, mająca swoje odniesienie do duchowości świętego Jana od Krzyża. "Poczucie odpowiedzialności za drugą osobę bywa pełne troski, ale nigdy nie jest samo w sobie przykre czy bolesne. Dochodzi w nim bowiem do głosu nie zacieśnienie czy też zubożenie człowieka, ale właśnie jego wzbogacenie i rozszerzenie". Odpowiedzialność za drugiego człowieka była wyraźnym symbolem pontyfikatu 1978-2005.
Mówiąc o odpowiedzialności w rozumieniu Jana Pawła II trzeba powiedzieć o jej dwojakim pojmowaniu. Po pierwsze odpowiedzialność, która łączy się z wyborami dokonywanymi przez człowieka w świetle wolności. Po drugie - odpowiedzialność za drugiego człowieka, za grupę ludzi, wspólnotę parafialną, diecezję, Kościół Powszechny. Jednak ten drugi sposób rozumienia odpowiedzialności łączy się w sposób oczywisty z pierwszym, ponieważ każdy ksiądz zanim podejmie odpowiedzialność za wspólnotę ludzi, przed którą zostanie postawiony, musi najpierw odpowiedzialnie podjąć wybór w świetle wolności.
Albo chcę być duszpasterzem, albo nie chcę. Albo potrafię, albo nie zdołam podjąć to zadanie. Albo jestem powołany, albo też nie jestem. Zacznijmy od tego drugiego aspektu podejmowania odpowiedzialności za innych ludzi. Karol Wojtyła swoim życiem afirmował służebny charakter swojej posługi kapłańskiej. Przez wszystkie lata swojego życia miał świadomość tego, że będąc sługą sług, jest jednocześnie zawsze odpowiedzialny za powierzonych mu wiernych. Dlatego zabiegał o to, aby dotrzeć do wszystkich swoich "parafian", za których czuł się przed Bogiem odpowiedzialny. Niektórzy często zarzucali Wojtyle to, że będąc Namiestnikiem Chrystusa zachowywał się jak zwykły proboszcz. Dziwny był to zarzut, zważywszy na fakt, że Jan Paweł II rzeczywiście czuł się "proboszczem, którego parafią jest cały świat", o czym zresztą sam mówił.
To właśnie z poczucia odpowiedzialności wyniknęły te wszystkie podróże apostolskie, będące wyznacznikiem pontyfikatu "papieża pielgrzyma". Dziś z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że ta odpowiedzialność nie była dla niego brzemieniem, ciężarem. Owo "rozszerzenie i ubogacenie drugim człowiekiem" dodawało mu sił i sensu kapłańskiego życia. Dar takiego właśnie postrzegania odpowiedzialności - jako ubogacania, pozwolił mu na prowadzenie posługi duszpasterskiej w nowej jakości, niespotykanej wcześniej i jak na razie nie odnalezionej w pełni przez innych odpowiedzialnych za Lud Boży.
Jak wiemy Jan Paweł I, Albino Luciani od momentu wyboru na Stolicę Piotrową czuł potworny ciężar odpowiedzialności, jaka na niego spadała. To w konsekwencji mogło doprowadzić do zawału serca, na który według oficjalnych informacji zmarł poprzednik Jana Pawła II. Poczucie olbrzymiej odpowiedzialności przygniatało też Jana XXIII, któremu dane było otworzyć szerzej drzwi Kościoła na pełnego obaw człowieka doby współczesnej. Niezwykle osamotniony czuł się pod koniec życia Paweł VI. Biorąc odpowiedzialność za swoje decyzje związane z brakiem przyzwolenia na nienaturalne próby ingerencji w tajemnicę początku ludzkiego życia czuł się niezrozumiany i osaczony przez zwolenników nienaturalnej regulacji poczęć. Jan Paweł II, nazywany przez niektórych "superstar", brał zawsze na siebie odpowiedzialność za decyzje i nigdy nie zmieniał zdania, jeśli był do jakiejś racji przekonany. Walczył o te racje całym sobą. Nie dopuszczał kompromisów. Z tego powodu postrzegany był jako człowiek konserwatywny. Jednak niektórzy widzieli w Papieżu Polaku człowieka bardzo postępowego. Między innymi dlatego, że Karol Wojtyła posiadał niezwykłą łagodność charakteru, która przejawiała się w braterskim podejmowaniu problemów innych ludzi. Prawie nigdy nie krzyczał na drugiego człowieka, nigdy nie potępiał. Będąc kapłanem i sługą sług zawsze brał na siebie odpowiedzialność za współbrata, nawet tego błądzącego. Nieustannie wyciągał do błądzących otwarte ramiona. Jan Paweł II odpowiedzialność za drugiego człowieka realizował także w ten sposób, że każdy - komu było dane spotkać się z papieżem - miał poczucie dowartościowania w słowach, gestach, a czasami tylko spojrzeniu Piotra naszych czasów. Wojtyła czuł się odpowiedzialny tak samo za Afrykańczyka, który pędzi ubogie życie, jak i za monarchę z gospodarczo mocno rozwiniętego państwa. Podawał rękę prezydentom i premierom z takim samym zaangażowaniem, jak wtedy, gdy w nędznym przytułku Kalkuty gładził po twarzy umierającego trędowatego.
Wojtyła był prawdziwie papieżem "odmonarchizowanym", był ubogim wśród ubogich, rozumiejącym doskonale niesprawiedliwe podziały współczesnego świata. Dla Karola Wojtyły odpowiedzialność była nierozłączna z wolnością człowieka. Wolność jako dar człowiekowi dany, a jednocześnie zadany, z której człowiek może efektywnie korzystać tylko odpowiedzialnie. Nie każdy człowiek posiada umiejętność ogarniania rozumem daru wolności, wolność ponadto jest darem, którego dogłębne rozpoznanie i zdefiniowanie nastręcza większości ludziom sporych kłopotów. Zazwyczaj człowiek ogranicza się do rozeznania daru wolności w kategorii chcę, albo nie chcę.
Taki sposób podejmowania wyborów w perspektywie płytko pojmowanej wolności może prowadzić w konsekwencji do rozwiązań sprzecznych z dekalogiem i sumieniem. Ludzie często nie mają świadomości mechanizmów, które determinują podejmowanie wszelkich decyzji. Jan Paweł II w swojej ostatniej książce pt. "Pamięć i tożsamosć" w zwięzły sposób stara się uświadomić czytelnikowi, że przy każdorazowym podjęciu wyboru w wolności, ludzie kierują się innymi kryteriami. Papież starał się otworzyć oczy na etyczny podział kategorii dobra, który w chwili podejmowania wyboru dokonuje się w człowieku. Idąc za świętym Tomaszem Jan Paweł II ukazuje rozgraniczenie dobra na dobro godziwe, dobro użyteczne i dobro przyjemne.
Uświadamia różne motywacje z jakimi człowiek podchodzi do momentu podjęcia wyboru. Wszystko zależy od tego, czy ludzie dokonując wybór w świetle wolności mają na celu dobro godziwe, nie zakładające czerpanie osobistych korzyści, czy też podejmują wybory zakładając doświadczanie przyjemności, bądź też czerpanie osobistych korzyści nie bacząc na dobro godziwe służące ogółowi. Tylko odpowiedzialne podejmowanie wyborów może być źródłem szczęścia człowieka. Papież rozważając zagadnienie odpowiedzialności w podejmowaniu wyborów przestrzega przed modnym w dzisiejszych czasach liberalizmem prymitywnym, będącym skrajnym przejawem kierowania się ku dobru przyjemnemu dającemu korzyści tylko osobie, która dokonuje wyboru, bez patrzenia na dobro innych ludzi, a czasem nawet wbrew chrześcijańskiej miłości do drugiego człowieka. Prymitywny liberalizm w konsekwencji nie będzie drogą ku osiągnięciu dobra nawet dla osoby wybierającej tzw. dobro przyjemne.
Papież zwraca uwagę na to, że tok myślowy utylitarystów zakładających dobro przyjemne dla jak największej ilości osób może łatwo przesłonić wartość istoty ludzkiej, samej w sobie, bez potrzeby osiągania korzyści, dlatego idąc za Immanuelem Kantem skłania się ku podejmowaniu odpowiedzialnych wyborów w aspekcie tzw. dobra godziwego - bezinteresownego. Tak więc odpowiedzialność powinna iść w parze ze świadomością, z poznaniem. Mało kto jednak zadaje sobie pytanie o motywacje przy podejmowaniu wyborów. W takim przypadku prawie zawsze brak poznania przynosi negatywne konsekwencje. Kto powinien dbać o poznanie daru wolności wśród ludzi? Samo poznanie i rozeznanie obarczone jest odpowiedzialnością.
Ksiądz Jan Kowalski taką relację nazywa odpowiedzialnością za prawdę poznaną. Jest to odpowiedzialność za poznanie. Spoczywa ona zwłaszcza w rękach osób, które prowadzą i nauczają Lud Boży, bądź na osobach wskazujących innym ludziom - na życie według wartości etycznych. Była o tym mowa na początku tego artykułu. Niektórzy badacze zwracają uwagę na zagadnienie moralnej odpowiedzialności zbiorowej: wszystkich wobec wszystkich. Tutaj jednak należy być ostrożnym. Tym co wyróżniało pontyfikat Papieża Polaka pośród innych pontyfikatów, było to podejście personalne do wszystkich zagadnień związanych z odpowiedzialnością. Papież, wywodzący się z kraju, gdzie odpowiedzialność zbiorowa oznaczała najczęściej brak odpowiedzialności, wyczulony był na konkretne adresowanie przesłania, które przygotowywał z myślą o konkretnych osobach, czy też grupach społecznych. Dlatego Jana Pawła II postrzegano jako papieża, który mówiąc do tłumów - mówił do każdego człowieka z osobna. Pozostając w temacie odpowiedzialności, taki personalny sposób prowadzenia duszpasterstwa doprowadził do wyszczególnienia światowych dni poświęconych konkretnym grupom społecznym. To właśnie za czasu pontyfikatu Jana Pawła II powstało najwięcej obchodów dla poszczególnych społeczności. Między innymi Światowe Dni Młodzieży pomyślane tak, aby dowartościować ludzi młodych, aby wskazać na młodość Kościoła - jako na największy skarb. Światowe Dni Młodzieży cały ciężar przesłania kierowały ku podejmowaniu odpowiedzialności za losy świata. Branie odpowiedzialności za czas, który dopiero nadejdzie było motywem spójnym dla wszystkich Światowych Dni Młodzieży za pontyfikatu Jana Pawła II. Nie ma tutaj jednak mowy o odpowiedzialności zbiorowej. "Każdy i każda z was powołany jest do podjęcia odpowiedzialności za przyszłość świata. Każdy i każda z was jest odpowiedzialny za swoich rówieśników, oddalonych od Chrystusa." Papież mówiąc do tłumów przekonywał każdego młodego człowieka z osobna do podjęcia odpowiedzialnych wyborów na drodze do świętości. "Z jakim przestajesz, takim się stajesz" przekomarzał się Jan Paweł II z młodzieżą w Rzymie w roku 2000. Papież przekonywał, że podjęcie indywidualnej walki o świętość i osobiste świadectwo spowodują, że na drogę ku świętości zechcą wstąpić także inni. Nie ma więc tutaj mowy o odpowiedzialności zbiorowej. Papież, gdy mówił o podejmowaniu odpowiedzialności zachęcał - zacznij od siebie. Tak samo, gdy Jan Paweł II mówił na przykład o odpowiedzialności społecznej (Legnica 2 VI 1997), chociaż wskazywał na wspólnotę chrześcijan naznaczoną odpowiedzialnością "aby podjąć się wielkiego czynu, wielkiego dzieła, które cywilizację przepoją duchem sprawiedliwości i miłości", to jednak zaraz dodał: "Każdy człowiek wierzący jest w jakiś sposób odpowiedzialny za kształt życia społecznego. Chrześcijanin żyjący wiarą, żyjący Eucharystią jest wezwany do budowania przyszłości swojej i swego narodu".
Odpowiedzialność musi więc wiązać się także z dojrzałością. Człowiek niedojrzały nie może brać odpowiedzialności ani za siebie, ani za innych ludzi, a tym bardziej za cały naród. Próby podejmowania odpowiedzialności przez osoby niedojrzałe kończą się prawie zawsze wyborem dobra przyjemnego.
Papież w ostatniej swojej encyklice ECLESSIA DE EUCHARISTIA zachęca przed jeszcze jednym zagrożeniem wynikającym z braku dojrzałości. Człowiek będąc wzorowym chrześcijaninem nie powinien odcinać się obowiązków przynależnych mieszkańcom tego świata. "To, że chrześcijańska koncepcja prowadzi nas ku nowemu niebu i nowej ziemi (por. Ap. 21,1) nie osłabia naszego poczucia odpowiedzialności za tę doczesną ziemię, raczej je rozbudza. Pragnę z całą mocą przypomnieć to na początku nowego tysiąclecia, ażeby chrześcijanie czuli się bardziej niż kiedykolwiek wezwani, aby nie zaniedbywać obowiązków przynależnych mieszkańcom tej ziemi. Ich zadaniem jest przyczyniać się, kierując się światłem Ewangelii do budowania świata na miarę człowieka i odpowiadającego we wszystkim zamysłowi Boga." (Rzym 17 kwietnia 2003).
Jan Paweł II bardzo często powtarzał, że coś jest człowiekowi dane, ale jednocześnie zadane. Jako filozof i nauczyciel akademicki wiedział, że odpowiedzialność przejawia się w tym, aby zadanie postawione przed człowiekiem rozwiązywać. Przeważnie taka postawa prowadzi do wyrzeczeń i podjęcia jakiegoś ciężaru. Taka postawa jest bardzo daleka od dążenia ku dobru przyjemnemu. Wracając jednak do początku tego artykułu należy zwrócić uwagę na to, że w pojmowaniu odpowiedzialności Karol Wojtyła był wyjątkowy. Odpowiedzialność była dla niego słodkim ciężarem, a sam mówił, że zadanie podjęcia się odpowiedzialności, chociaż jest pełne troski o drugiego człowieka, to jednak ubogaca osobę biorącą na siebie odpowiedzialność. Może właśnie dlatego każdy w jego obecności czuł się spokojny, bezpieczny, wartościowy? Między innymi za to ludzie kochali go i nadal kochają. Pozostaje dziś otwarte pytanie, czy Kościół i Lud Boży zechcą zatrzymać się i przyjrzeć historii człowieka, historii papieża, którego rozumienie odpowiedzialności i podejmowanie odpowiedzialności wykraczało poza standardy XX wieku.
Leszek Langer (KUL)