Po dwudziestu pięciu latach



Powrót do bloga


27 kwietnia 2010 r.



Przed kilkoma dniami natrafiłem na artykuł prasowy mówiący o tym, że w Niemczech wstrzymano sprzedaż dziczyzny. Powodem takiej decyzji jest radioaktywność mięsa pochodzącego z ustrzelonych dzików. Zdumieli się Niemcy mierząc poziom radiacji w mięsie, zdumieli się konsumenci tegoż przysmaku - nie zdążyły się zdziwić chyba tylko same dziki.

O co więc chodziło w tej sprawie? Po wnikliwym procesie dociekania wyszło na jaw, że dziki gustują w pewnych roślinach bulwiastych, przechowujących przez długi czas substancje radioaktywne. Te właśnie substancje, które jak radziecka manna z nieba spadły przed ćwierćwieczem na obszar niemal całej Europy. Dziś rodzi się słuszne pytanie - co nam pozostało po tamtych wydarzeniach w Czarnobylu? Można by powiedzieć że, pozostało nam przyglądać się, co robią nasi bardziej zaawansowani w działaniach sąsiedzi. Mam tu na myśli oczywiście działania w sektorze zachodniej służby zdrowia, bo jeśli mówić o polskiej, tak zwanej służbie zdrowia i ochronie zdrowia, to tylko w kategorii groteskowego żartu.

Wystarczy przykład. Jeśli w Niemczech wykrywa się wzrost zachorowań na dany rodzaj choroby nowotworowej, wówczas szuka się szybko jego przyczyn i naukowcy dochodzą do w miarę precyzyjnych wniosków. Dowodzą na przykład, że grupa objęta obserwacją gustowała m.in. w dziczyźnie, która w toku dalszych badań okazała się napromieniowana. U nas też jest dziczyzna, ale w systemie ochrony zdrowia nakazującej choremu na nowotwór pacjentowi czekać na terapię pół roku. Chyba, że pójdzie leczyć się prywatnie.

Co nam jeszcze pozostało? Otóż bardzo mętny i trudny do ogarnięcia gordyjski węzeł odczuć i wspomnień. Ci którzy nocami wyją do księżyca tęskne - komuno wróć, nie chcą pamiętać o Czarnobylu i innych tragicznych w skutkach dobrodziejstwach sowieckiego uciemiężenia. Inni cierpią na tumiwisizm, reszta zabiegana za codziennym wiązaniem końca z końcem i przeżyciem do pierwszego, nie ma czasu na wspominki i refleksje.

Co pozostało sądeczanom z tamtych dni? Niektórzy pamiętają płyn Jeana Lugola, który z czasem okazał się nieskuteczny, jeszcze inni wspominają pochód pierwszomajowy, przy bezchmurnym niebie i gorącym słońcu, przypiekającym świętujących przodowników pracy na Alejach Wolności i ulicy Jagiellońskiej. Pytani przeze mnie o katastrofę w Czarnobylu przypadkowo wybrani mieszkańcy naszego miasta - mieli wyraz twarzy taki, jakby dopiero w chwili zadania pytania, po raz pierwszy po dwudziestu pięciu latach powracali pamięcią do tamtych brzemiennych w skutki wydarzeń.

Piszę o tym dlatego, że wciąż rozmawiam z kierownikami zespołów orzekających o niepełnosprawności, działających w naszym mieście, którzy mówią o dwóch falach wzmożonych zachorowań na nowotwory. Pierwsza przeminęła i wydawało się, że spadek zachorowań będzie tendencją. Jednak od trzech lat znowu nasiliła się liczba osób zapadających na różnego rodzaju choroby nowotworowe. Przybywa też ciężkich zachorowań wśród dzieci. Ten sam proces przebiega w całej Europie. Nasi zachodni sąsiedzi szukają przyczyn, znajdują je i starają się eliminować. U nas tylko mówi się o zachorowaniach, a system zarządzania sektorem zdrowia w państwie skutecznie eliminuje ciężko chorych, poprzez wyznaczanie nierealnych terminów podania ratujących życie leków.

Może trzeba zastanowić się nad tym, komu powierza się zarządzanie państwem, w tym także sektorem zdrowia. Czy liberalne pomysły na tworzenie kast ludzi zamożnych i uprzywilejowanych, których stać na wszystko, sprawdza się w państwie, gdzie cały system składek zdrowotnych, chorobowych, rentowych i wielu innych miał zapewnić równy dostęp do leczenia wszystkim uczciwie pracującym Polakom? Za trzy dni powrócimy w sposób szczególny do słów wypowiadanych przez najchętniej cytowanego Rodaka - nie ma wolności bez solidarności. Nie ma solidarności bez miłości. Jak widać, stare ma się dobrze. Jak nie słuchaliśmy wówczas gdy żył, tak też nie słuchamy teraz. Liberalizmu z solidarnością i miłością bliźniego nie sposób ze sobą zestawić, tak jak nie da się zrównoważyć zachodniego podejścia do tematu dziczyzny ze zdziczeniem obyczajów panujących w polskiej służbie zdrowia.


Leszek Langer






Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009