Sarmacja i pasibrzuchy



Powrót do bloga


5 lipca 2009 r.



Dziś z żoną obejrzałem po raz kolejny "Nocną Zmianę" - dokument ukazujący prawdziwe oblicze prowałęsowych polityków, trzęsących Polską w 1992 roku. Ze zdumieniem przysłuchiwałem się wypowiedziom Stefana Niesiołowskiego, który wówczas wydawał się być rozsądnym człowiekiem. Dzisiejszy język tegoż polityka, pełen szaleństwa i nienawiści zdaje się potwierdzać regułę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Cały czas zastanawiam się nad tym, czy można bez jakichkolwiek przygotowań, ustaleń i koalicyjnych konsultacji powołać nowego premiera - wybierając na to stanowisko człowieka przypadkowego, słabego merytorycznie i w pełni podatnego na manipulację , jakim był wówczas niewiarygodnie zaskoczony
i wystraszony Waldemar Pawlak. W jakim trybie działał prezydent Wałęsa, który w ciągu trzech godzin dokonał przewrotu w państwie i na długie lata zatrzymał proces lustracji? Wówczas bezpowrotnie zatracona została szansa naprawienia błędu "grubej kreski" Mazowieckiego.

Zastanawiają mnie słowa wypowiedziane przez Donalda Tuska, podczas nocnego poufnego spotkania, na zadane przez Wałęsę pytanie - czy podczas głosowania w sejmie za odwołaniem rządu Olszewskiego można być pewnym wyniku? Tusk wówczas odpowiedział: "jeśli SLD nie skrewi". To Tusk w tamtym chorym układzie był gwarantem realizacji planu Wałęsy przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ciekawe, jaki procent ludzi młodych oddających dziś głosy poparcia dla Donalda Tuska ma świadomość tego faktu?

Swoją drogą - ciekawe jaka była wartość tamtego układu, dającego przyzwolenie Wałęsy i marionetkowego rządu Pawlaka na spokojną egzystencję komunistów i rozwijanie ich prywatnych interesów bazujących na państwowym majątku?

Niegdyś podczas jednego ze spotkań zadałem pytanie - jak to możliwe, że w roku 1983 władze komunistyczne zgodziły się na spotkanie Wałęsy z Janem Pawłem II? Na większość papieskich próśb udzielano przeważnie jednej odpowiedzi - "niet! " Tym razem się zgodzono. W kraju trwał stan wojenny,
a Wałęsa był internowany. Jak było faktycznie, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że "największego wroga systemu PRL" przewieziono rządowym śmigłowcem do Zakopanego, żeby ten - niczym przedstawiciel rządu rozmawiał z głową państwa watykańskiego. Czyż to nie jest podejrzane ustępstwo władz PRL-u na prośbę papieża, którego być może te same władze próbowały zgładzić dwa lata wcześniej? A może na spotkanie
z Janem Pawłem II jechał nie wróg polityczny numer jeden, tylko człowiek przedstawiający dla komunistów zupełnie inną wartość?

Dzisiaj już pewnie się tego nie dowiemy. Dzikie palenie teczek, trwające od jesieni 1989 roku, aż do wiosny 1991 zatarło być może jedyną drogę informacji do prawdy o tamtym układzie.

Obecnie zbieramy owoce działań sprzed lat - solidarnościowi działacze, którzy nie dorwali się do żłobu, ponieważ nie chcieli, albo nie zdołali, wegetują przy minimalnych poborach lub świadczeniach, a prominenci komunistyczni, a teraz ich dzieci korzystają z dawnych układów i z niewątpliwego prezentu - jaki otrzymali od Wałęsy i Mazowieckiego. Sitwa działa dalej, nie wiadomo kto jest kim, kto pracował w jakim wywiadzie i dla kogo, nie wiadomo kto ma jakie powiązania z przeszłości. Nawet jeśli uda się rozpoznać i zdekonspirować przyczajonego zdrajcę, to taki szczerzy zęby i grozi - "rusz mnie, a zobaczysz".

Polska stoi sarmacją. Przecież sami się chlubimy mocnym przywiązaniem do tradycji. Niestety wszystkich tradycji - bez wyjątku. Sarmaci, poprzez uprawianie warcholstwa i prywaty zniweczyli niegdysiejszą potęgę XVIII wiecznej Europy - Koronę Obojga Narodów, Rzeczypospolitej i Litwy. Dzisiejsi sarmaci niweczą w ten sam sposób dorobek patriotów solidarnościowych, starania Jana Pawła II, ofiarność całego narodu. Najbardziej gniecie mnie to, że dzisiejsza sarmacja, to ludzie wyrastający z korzenia solidarnościowego. Omamieni władzą i apanażami dają upust swojemu warcholstwu i prywacie, dla własnych korzyści są skłonni wejść w każdy układ i bronić każdych interesów - nawet tych najstarszych postkomunistycznych.

Jest taka scena w tragifarsie Marka Koterskiego - "Dzień Świra", w której ukazano polską "elitę" polityczną, rozdzierającą z wściekłością flagę biało-czerwoną z orłem w koronie. Z rozdzieranego na czworo orła płynie brukiem krew. Nie jest to żadne przejaskrawienie - ukazano tam bowiem krwawicę pokolenia powojennego Polaków patriotów, trwonioną przez tych, którzy wydawali się końcem lat dziewięćdziesiątych XX wieku być jutrzenką wolności.

Pozostaje tylko chichot dziejów i niosące się echem rechotanie tych, którzy na sowieckim dobrobycie upaśli swoje brzuchy.

Leszek Langer


Powrót do bloga

Copyright by LeszekLanger.pl 2009